• [ Pobierz całość w formacie PDF ]
    Andrzej Marks
    Tajemnica pioruna kulistego
    Krajowa Agencja Wydawnicza
    RSW „Prasa-Książka-Ruch”
    Poznań 1984
    Redaktor:
    Bogdan Nowicki
    Redaktor techniczny:
    Krzysztof Nowacki
    Opracowanie graficzne:
    Piotr Kawiecki
    Opracowanie fotografii i rysunków:
    Eugeniusz Świątkowski
    WSTĘP
    „... Jasna przeraźliwa błyskawica rozdarła ciemności, a odpowiedź Kalego zagłuszył nagły grzmot,
    który wstrząsnął niebem i puszczą. Jednocześnie zerwał się wicher, targnął konarami drzewa, rozmiótł w
    mgnieniu oka ognisko, porwał rozżarzone jeszcze pod popiołem węgle i wraz ze snopami iskier poniósł je w
    dżunglę.
    Nieprzebita ciemność ogarnęła chwilowo obozowisko. Straszna podzwrotnikowa burza rozszalała się na
    ziemi i niebie. Grzmot następował po grzmocie, błyskawica po błyskawicy. Krwawe zygzaki piorunów
    rozdzierały czarne jak kir niebo. Na pobliskich skałach pojawiła się dziwna, błękitna kula, która przez czas
    jakiś toczyła się wzdłuż wąwozu, a następnie buchnęła oślepiającym światłem i pękła z hukiem tak
    okropnym, iż zdawało się, że skały rozsypią się w proch od wstrząśnięcia.
    Potem znów nastała ciemność...”*
    „Piątego sierpnia 1977 roku, między 8 i 9 godziną rano rozszalała się nad Moskwą silna burza i jeden z
    piorunów uderzył na terenie Kremla. Strażnik A. J. Nikulin, siedzący w drewnianej budce w pobliżu cerkwi
    Uspieńskiej, usłyszał od strony Wielkiego Pałacu Kremlowskiego niezwykle silne uderzenie pioruna. Zdążył
    wstać od stolika i nachylić się, aby wyjrzeć z budki, ale gwałtownie cofnął się — w tym momencie ujrzał
    jasno-żółtą wstęgę, która przemknęła od strony iglicy Wielkiego Pałacu Kremlowskiego, w odległości kilku
    metrów od budki, z góry do dołu, pod kątem ku powierzchni ziemi i skryła się za płotem ogradzającym
    fronton placu koło cerkwi Uspieńskiej, gdzie prowadzono prace konserwacyjne. Trwało to 2—3 sekundy.
    Zjawisko było bezgłośne i bez żadnej wątpliwości nie miało nic wspólnego ze zwykłym piorunem. Pozwala
    to na przypuszczenie, że nie chodziło tu o kanał pioruna liniowego, a o piorun kulisty powstały podczas
    wcześniejszego uderzenia normalnego pioruna, którego grzmot zwrócił uwagę dyżurnego. Piorun kulisty
    powstał najprawdopodobniej koło iglicy Wielkiego Pałacu Kremlowskiego i poleciał w dół, pod kątem około
    30 stopni do powierzchni Ziemi z prędkością 10 lub nawet kilkudziesięciu metrów na sekundę, w wyniku
    czego powstało złudzenie świecącej wstęgi. Fakt, że piorun kulisty poruszał się po linii prostej, a nie po
    paraboli, skłania do przypuszczenia, że uzyskał on dużą prędkość w momencie powstania, a nie że działała
    tu siła ciążenia.
    W cerkwi Archangielskiej, położonej o 100 metrów od cerkwi Uspieńskiej, wejście do której jest
    zwrócone ku Wielkiemu Pałacowi Kremlowskiemu, także usłyszano uderzenie pioruna. W ślad za nim do
    cerkwi wleciał niewielkich rozmiarów piorun kulisty (o średnicy około 5 centymetrów). Widzieli go trzej
    świadkowie — dozorcy N. S. Antenowa i S. S. Sawkin, a także strażnik A. P. Nowikow, który tylko co
    wyszedł z cerkwi (działo się to przed rozpoczęciem dnia roboczego i jeszcze nie było turystów tłumnie
    odwiedzających zwykle teren Kremla). Nowikow zauważył tylko, że obok niego przemknął jakiś świecący
    przedmiot kierujący się do wejścia cerkwi. Należy zwrócić uwagę, że wejście do cerkwi zamykane jest
    dwoma parami drzwi, przy czym w jednej z nich była otwarta prawa, a w drugiej lewa połowa. Na skutek
    tego piorun kulisty nie mógł dostać się do budynku po linii prostej, a musiał po esowatej trajektorii ominąć
    zamknięte połowy drzwi.
    Dozorcy znajdowali się wewnątrz cerkwi w pobliżu wejścia. Piorun kulisty przeleciał między nimi na
    wysokości około 80 centymetrów od podłogi i właśnie w tym momencie został przez nich zauważony. Była
    to świecąca kula o regularnym kształcie, kierująca się od wejścia do ikonostasu. Przeleciała ona w odległości
    10 — 20 centymetrów od jednego z dozorców i stopniowo wznosząc się do góry uderzyła w ikonostas na
    wysokości 2 metrów od podłogi. W tym momencie piorun eksplodował. Huk wybuchu usłyszano także w
    innych pomieszczeniach cerkwi. Był on jednak słabszy od grzmotu poprzedniego pioruna. W miejscu
    eksplozji pojawiła się na ołtarzu plama o średnicy 3 — 4 centymetrów, z której złuszczyła się pozłota, a
    drewno uległo zwęgleniu.
    Prędkość ruchu tego pioruna kulistego była duża (jednak znacznie mniejsza od prędkości pioruna
    kulistego, który przeleciał koło cerkwi Uspieńskiej) — w ciągu 3 — 4 sekund (tak ocenili świadkowie
    długotrwałość zjawiska) piorun kulisty przebył odległość około 20 metrów. Jego trajektoria została
    zaobserwowana przez świadków od wejścia do cerkwi do miejsca wybuchu (na tej przestrzeni była ona
    prostolinijna). W cerkwi w pobliżu ołtarza znajdowała się jeszcze sprzątaczka. Była ona odwrócona do
    pioruna kulistego plecami, toteż nie widziała go, ale usłyszała jego wybuch i w pierwszej chwili pomyślała,
    że spadł jeden z żyrandoli. Obydwoje dozorcy, którzy widzieli piorun kulisty w cerkwi jednakowo opisali
    * Henryk Sienkiewicz - „W pustyni i w puszczy”.
    jego wielkość, kształt i trajektorię, jednak różnili się nieco w opisie barwy. Jedno z nich widziało „żółtą
    kulę”, a drugie „czerwoną, jak rozżarzony węgiel”. Chociaż piorun przeleciał bardzo blisko od jednego ze
    świadków, nie poczuł on ciepła. Interesujące jest, że piorun kulisty poruszał się ku górze; oznacza to, że ruch
    jego nie był spowodowany przez siłę ciążenia, ale przez impuls, jaki otrzymał w momencie powstania.
    Uderzenie normalnego pioruna liniowego w, jak można się zorientować, iglicę Wielkiego Pałacu
    Kremlowskiego (w czasie tej burzy widziano na nim „ognie świętego Elma” — świecącą spiralę wokół
    iglicy) spowodowało pojawienie się dwóch piorunów kulistych, które rozbiegły się pod kątem około 40
    stopni, tak że jeden z nich przeleciał koło cerkwi Uspieńskiej, a drugi poleciał ku wejściu cerkwi
    Archangielskiej”.*
    Przytoczyłem tu dwa opisy pioruna kulistego — jeden literacki, z uroczej książki Henryka
    Sienkiewicza, drugi z współczesnego dzieła naukowego. Opis Sienkiewicza, choć krótki, zdaje się jednak
    świadczyć o tym, że wielki pisarz widział osobiście piorun kulisty, może właśnie w czasie swej podróży do
    wschodniej Afryki w roku 1890. Burze tropikalne charakteryzują się potężniejszymi i bardziej różnorodnymi
    zjawiskami elektrycznymi, niż burze w naszych szerokościach geograficznych. Przeżyłem kiedyś taką burzę
    w okolicach Sokotry. Była to dziwna burza. Nie było wiatru i nie padał deszcz, ale naokoło rozgrywała się
    nieprawdopodobna feeria przedziwnych wyładowań elektrycznych. Niemal namacalnie wyczuwało się, że
    powietrze jest „naładowane elektrycznością”. Było to piękne, ale z wszystkiego wokoło promieniowała jakaś
    niesamowita groza.
    Drugi opis stara się przedstawić maksimum faktów, jakie udało się zarejestrować czterem naocznym
    świadkom. Niestety, nie jest ich wiele, bo zjawisko trwało zaledwie kilka sekund. Ale to, co zauważyli
    świadkowie, zostało odnotowane i skomentowane przez kompetentnego naukowca, toteż podane fakty mogą
    być uważane za miarodajne dla zjawiska pioruna kulistego.**
    Również autor niniejszej książki miał szczęście widzieć piorun kulisty i to nawet dwukrotnie. Po raz
    pierwszy widziałem go jako mały chłopiec, w 1938 roku, przyglądając się z balkonu domu, w którym
    zamieszkiwałem, nadciągającej burzy (a już wtedy lubiłem przyglądać się piorunom). Z balkonu rozciągał
    się swobodny widok na około 1/4 horyzontu. Niebo było pokryte gęstą powłoką ciemnych chmur, z których
    co chwila biły w ziemię pioruny.
    Wyglądało to pięknie i groźnie, ale mogłem przyglądać się bezpiecznie, gdyż burza była jeszcze dość
    odległa. Otóż w pewnej chwili zobaczyłem, że z chmur wyleciało „coś”, co wyglądało jak rozżarzony węgiel
    i spadło w stronę ziemi. Później, gdy dowiedziałem się o istnieniu piorunów kulistych, skojarzyłem sobie, że
    to, co wtedy zaobserwowałem, było właśnie piorunem kulistym.
    Po raz drugi piorun kulisty zaobserwowałem jako początkujący naukowiec w pierwszych dniach lipca
    1955 roku w czasie burzy.
    Miejscem obserwacji był ten sam balkon. W pewnej chwili dostrzegłem wyładowanie normalnego
    pioruna liniowego o wyraźnie „zygzakowatym” kształcie. Otóż w miejscu przegięcia kanału pioruna
    liniowego pojawiła się jaskrawo świecąca żółta „iskra”, która opadła ku ziemi. Wyglądała ona jak spadająca
    w dół rakieta oświetlająca, wystrzelona z ręcznej rakietnicy. Ponieważ w czasie burzy odruchowo liczę
    sekundy od zaobserwowania błysku pioruna do momentu usłyszenia jego grzmotu, więc mogłem ocenić, że
    piorun liniowy uderzył w odległości około półtora kilometra, prawdopodobnie w maszt przebiegającej tam
    linii elektrycznej wysokiego napięcia. Mogłem też ocenić wysokość pojawienia się pioruna kulistego na 300
    do 500 metrów. Z wysokości tej opadł on na ziemię w ciągu kilku sekund.***
    Niestety obie relacje dotyczą zjawiska widzianego z dużej odległości, znacznie natomiast ciekawsze jest
    oglądanie go z bezpośredniej bliskości, choć może to być niebezpieczne.
    * „Fiziczeskaja Priroda Szarowoj Mołnii” I. P. Stachanowa – Atomizdat, Moskwa 1979
    ** Nie od rzeczy będzie tu dodać, że w dwa tygodnie po opisanym wydarzeniu jedna zgazet moskiewskich
    (chciałoby się zauważyć – rychło w czas) opisała je w sposób następujący: „Piorun gościem muzeum. W czasie burzy
    nad dzwonnicą Iwana Wielkiego (znajduje się ona po przeciwnej stronie cerkwi Archangielskiej niż Wielki Pałac
    Kremlowski) pojawiła się jasnożółta rozpalona kula, która zaczęła opuszczać się do cerkwi Archangielskiej. Kula o
    średnicy 50 centymetrów powoli wpłynęła w drzwi cerkwi i skierowała się ku ikonostasowi. Błysk, uderzenie i w
    powietrzu zapachniało ozonem. Na szczęście powietrzny gość nie wyrządził szkód.”
    *** Zobaczyć porun kulisty udało mi się prawdopodobnie jeszcze trzeci raz, ale ponieważ obserwacja ta budzi we
    mnie wątpliwości, gdyż mogło to być inne zjawisko, więc nie będę jej opisywał.
    Wybitny francuski astronom-popularyzator Camille Flammarion* opisywał w redagowanym przez
    siebie czasopiśmie „L'Astronomie” wypadek, jaki wydarzył się 2 maja 1901 roku w Uralsku w Rosji. „Koło
    piątej wieczorem kilka młodych dziewcząt i kilku młodych mężczyzn schroniło się do sieni. Jedna z
    dziewcząt — 17-letnia Katia — usiadła na progu. Nagle rozległ się silny grzmot i przed drzwiami zjawiła się
    oślepiająca kula ognista, która powoli opadła ku ziemi i skierowała się do drzwi. Kula otarła się o głowę
    Katli, która pochyliła się. Następnie piorun kulisty opadł na podłogę pomiędzy zgromadzonymi. Z kolei
    wpadł do pokoju gospodarza, poparzył mu nogi, wyrządził szereg szkód i stłukłszy szybę w oknie wyleciał
    na zewnątrz budynku. W sieni leżało kilka osób bez przytomności, a Katia — martwa. Piorun trafił ją w
    kark, przebiegł przez plecy i lewe biodro, zostawiając na ciele czarny ślad.”**
    A więc piorun kulisty jest nie tylko dziwnym i efektownym zjawiskiem, ale może też być groźny, może
    wyrządzać szkody, a nawet zabijać. Mamy wiele opisów zniszczeń wyrządzonych przez pioruny kuliste i
    wiele opisów przypadków śmierci przez nie wywołanych.
    *
    Znany zwłaszcza ze swych obserwacji planety Mars (wykonywanych we własnym obserwatorium
    astronomicznym), na podstawie których był zagorzałym zwolenikiem istnienia na tej planecie tak zwanych kanałów i
    wysoko rozwiniętych istot inteligentnych (co obecnie okazało się nieprawdą), ale znany też z doskonałych książek
    popularyzujących astronomię.
    ** Sądząc po śladach, świadczą one raczej o porażeniu przez piorun liniowy — prawdopodobnie przez jakieś
    odgałęzienie jego kanału, które trafiło w dziewczynę.
    CZĘŚĆ I
    WIELKA ISKRA
    Z przytoczonych we wstępie opisów wynika, że piorun kulisty jest zjawiskiem związanym z
    wyładowaniami elektrycznymi w atmosferze, a ogólniej mówiąc z elektrycznością atmosferyczną. W
    dawniejszych czasach ludzie nie wiedzieli jednak, że pioruny liniowe są iskrami elektrycznymi. Dla
    człowieka pierwotnego było to zjawisko zupełnie niezrozumiałe a groźne. Huk gromu piorunowego był
    przerażający, przerażające były też skutki uderzenia pioruna. Żyjący na łonie przyrody człowiek pierwotny
    nieraz widział przecież roztrzaskane przez pioruny drzewa. Zarazem jednak piorun stał się też zapewne, i to
    w bardzo zamierzchłych czasach, dobroczyńcą ludzkości, gdyż najprawdopodobniej właśnie piorun
    dostarczył człowiekowi ognia. Uderzenia piorunów w łatwo zapalne materiały dość często powodują pożary,
    właśnie one są główną przyczyną pożarów lasów w puszczach kanadyjskich czy tajgach syberyjskich.
    Żyjący w lasach człowiek pierwotny zetknął się więc w ten sposób z ogniem. Choć był to żywioł dziwny i
    nieraz groźny, gdyż niejeden z mieszkańców puszczy padał jego ofiarą, to jednak był to też żywioł
    dobroczynny. Ciepło ognia było czymś wspaniałym dla nękanych przez chłód i wilgoć ludzi pierwotnych.
    Bardzo wcześnie człowiek nauczył się więc podtrzymywać i wykorzystywać ogień dostarczony przez
    przyrodę.* Było to największe odkrycie i największy wynalazek w dziejach ludzkości. Od tego bowiem
    momentu zaczął się rozwój cywilizacji ludzkiej. Człowiek jest jedyną żywą istotą na Ziemi umiejącą
    wykorzystywać ogień. Żadne zwierzę nie tylko tego nie potrafi, ale większość gatunków zwierząt boi się
    ognia, w związku z czym ogień był dla człowieka pierwotnego nie tylko obrońcą przed zimnem, ale bronił
    go też przed napaścią dzikich zwierząt, od których roiły się wtedy pierwotne puszcze. Wygłodzona horda
    wilków, tygrys szablasty, niedźwiedź jaskiniowy były dla człowieka pierwotnego groźnym
    niebezpieczeństwem, ale bały się ognia.
    Tylko zwierzęta udomowione przez człowieka, a zwłaszcza pies, który stał się towarzyszem człowieka
    już w najbardziej zamierzchłej przeszłości, oswoiły się z ogniem, gdyż niósł on błogie ciepło.
    Opanowanie ognia było tak doniosłym wydarzeniem w dziejach ludzkości, że jego echa na trwałe
    weszły do kultury ludzkiej. W starożytności ojciec bogów, grecki Zeus (rzymski Jowisz), był władcą
    piorunów, toteż jednym z jego przydomków był przydomek „gromowładnego”. Uderzenie pioruna było więc
    przejawem gniewu ojca bogów, a porażenie przez piorun, nie takie rzadkie w czasach, gdy nie znano
    prawdziwej natury piorunów i nie umiano się przed nimi chronić, było karą za przewinienia. Z uderzeń
    pioruna wyciągano też różne wróżby.
    W takich wielkich miastach starożytności jak Ateny, a zwłaszcza Rzym, uderzenia piorunów były
    zjawiskiem dość pospolitym, ale ich skutki były o wiele groźniejsze niż obecnie, gdyż nie umiano przecież
    zabezpieczać budowli przed oddziaływaniem piorunów. Stąd się więc brały pożary, uszkodzenia dachów,
    rozłupywanie kolumn czy powalenia posągów. Jeżeli piorun przewrócił na przykład posąg cesarza, nie było
    to raczej dla cesarza dobrą wróżbą.
    Echem niezwykle dawnych czasów był też mit o Prometeuszu, który wykradł bogom ogień, aby
    obdarzyć nim ludzi. Został on za karę przykuty na wieczność przez bogów do skały, a jednocześnie wydany
    na pastwę wiecznie niesytego sępa, który nieprzerwanie wyszarpuje mu wątrobę. Ta budząca zgrozę kara
    miała świadczyć o wielkości przewinienia. Również i „wieczny” ogień płonący na ołtarzu Westy i straszna
    kara — zamurowanie żywcem w grobie ** — jeżeli westalki (kapłanki bogini Westy) dopuściły do jego
    zgaśnięcia, były reminiscencją z bardzo dawnych czasów, gdy ludzie nie umieli jeszcze rozniecać ognia, a
    tylko go podtrzymywać.
    Również w wierzeniach innych narodów tamtych czasów piorun był zjawiskiem groźnym i potężnym.
    Na przykład u dawnych Słowian bożek piorunów Perun zajmował poczesne miejsce w orszaku innych
    bogów. Znajdowało to nawet odbicie w literaturze. Na przykład w „Lilii Wenedzie” Juliusza Słowackiego
    piorun był istotnym rekwizytem.
    Towarzysząc ludziom jako zjawisko przyrody, piorun zawsze był czymś tajemniczym i groźnym.
    Nie oznacza to oczywiście, że uczeni nie usiłowali wyjaśnić jego natury. W większości przypadków
    były to jednak wyjaśnienia, z naszego punktu widzenia, bardzo naiwne. Odkrycie prawdziwej natury pioruna
    * Źródłem ognia były też — w niektórych okolicach Ziemi — wulkany.
    ** Co prawda, jeżeli rodzina zamurowanej cichaczem i dyskretnie uwalniała później skazaną, to na ogół
    przymykano na to oczy.
    [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • wzory-tatuazy.htw.pl